Parlament zdecydował. Co mogą przynieść wybory pod hasłem brexitu ?

  • 30.10.2019, 02:04 (aktualizacja 30.10.2019, 06:33)
  • Kasia Sobiepanek
Parlament zdecydował. Co mogą przynieść wybory pod hasłem brexitu ? Photo credit: UK Parliament on Visualhunt / CC BY-NC Izba Gmin / House of Commons
We wtorek Izba Gmin opowiedziała się za rozpisaniem przedterminowych wyborów parlamentarnych na 12 grudnia. Izba Lordów powinna w środę postawić kropkę nad i. Parlament zostanie wtedy rozwiązany 6 listopada i rozpocznie się kampania wyborcza, która może zmienić losy brexitu.

Doprowadzenie do wyborów było możliwe dzięki nieformalnemu porozumieniu rządu i opozycji. Dotąd Izba Gmin trzykrotnie odrzucała rządowe wnioski o przyspieszone wybory, tłumacząc to brakiem zaufania do premiera Johnsona. Teraz dzięki zapisaniu wyborów w osobnej ustawie otrzymali gwarancję, że Boris Johnson po rozwiązaniu parlamentu nie przełoży daty wyborów na luty, w międzyczasie wyprowadzając Zjednoczone Królestwo z Unii Europejskiej bez porozumienia.

Parlament odrzucił poprawki opozycji, które wzywały m.in. do przełożenia wyborów na maj i organizacji po drodze drugiego referendum. Ten tydzień w ogóle nie był łatwy dla zwolenników Peoples’ Vote. Wewnątrz tej organizacji doszło do konfliktu, który na razie skończył się wotum nieufności pracowników wobec szefów Patricka Heneghana i Rolanda Rudda. Natomiast popierający drugie referendum posłowie Partii Pracy musieli uznać, że dla ich lidera ważniejsze są wybory.

Nie powiodła się także próba przesunięcia przez parlament daty wyborów z 12 na 9 grudnia. Szkocka Partia Narodowa, Liberalni Demokraci i Partia Pracy uważały, że wcześniejszy termin bardziej by im sprzyjał, m. in. w związku z świąteczną przerwą i wyjazdami studentów z uczelni. Jednak nieco wcześniejsze wybory wymagałyby rozwiązania parlamentu już 31 października, a to z kolei według rządu utrudniłoby przyjęcie między innymi budżetu dla Irlandii Północnej.

Wśród wybranych pod głosowanie poprawek nie znalazła się w ogóle zgłoszona przez lidera opozycji opcja rozszerzenia elektoratu o 16- i 17-latków oraz obywateli UE zamieszkujących na stałe w UK. Ci ostatni mają prawo głosować w wyborach lokalnych, jednak labourzystowski pomysł by dać im prawo głosu także w wyborach parlamentarnych był niespodzianką nawet dla wielu organizacji zrzeszających Europejczyków w UK. Poprawki nie wzięto w ogóle pod uwagę, ponieważ zwiększanie elektoratu o 5 mln ludzi i związane z tym koszty wykraczały poza zakres proponowanego projektu ustawy.

Rozpisanie przedterminowych wyborów zawiesza merytoryczne prace nad wystąpieniem UK z UE. Projekt ustawy wdrażającej porozumienie Johnsona trafił po drugim czytaniu do zamrażarki, ale zgodnie z parlamentarnymi regułami jego żywot dobiega końca wraz z końcem tego parlamentu. Po wyborach temat brexitu powróci na nowo, a ich wynik zaważy na losach brexitu.

W sprawie wystąpienia UK z UE pewne jest tyle, że Unia Europejska formalnie przesunęła na prośbę UK datę brexitu na 31 stycznia. Zaznaczyła przy tym, że także zgodnie z prośbą z Londynu brexit mógłby nastąpić wcześniej, jeśli uda się ratyfikować porozumienie o wystąpieniu. Perspektywy zrobienia tego przed wyborami są nikłe.

Po wyborach UK będzie miało dwa gotowe warianty brexitu: deal May i deal Johnsona, a więc brexit na średnio miękko i na twardo. Deal May zakotwiczał UK blisko UE: po pierwsze w unii celnej dzięki niesławnemu północnoirlandzkiemu bezpiecznikowi i po drugie w pobliżu wspólnego rynku przez obietnicę przestrzegania unijnych standardów ochrony praw socjalnych, pracowniczych, środowiska itd. Deal Johnsona teoretycznie ma podobne zapisy, ale zostały przeniesione z wiążącego międzynarodowego traktatu (umowy o wystąpieniu) do niewiążącej politycznej deklaracji o przyszłych relacjach. Nie ma tam już mowy o dopasowaniu regulacyjnym, ani nawet tymczasowej unii celnej. Nie ma także gwarancji, że UK i UE wypracują w ogóle umowę o przyszłych relacjach, i że po okresie przejściowym ewentualnie nadal urzędujący premier Johnson ponownie nie postawi UK przed wizją, że jedynym oparciem dla handlu po 2020 będą reguły Światowej Organizacji Handlu. To oznaczałoby znów groźbę utrudnień granicznych, ceł i kwot.

Partia Konserwatywna pójdzie jednak do tych wyborów pod hasłem dealu Johnsona. Brexitowa polityka Partii Pracy nie jest do końca pewna. Partia będzie chciała renegocjacji z UE, tak by do propozycji May dopisać stałą unię celną i członkostwo we wspólnym rynku. Na partyjnej konwencji przyjęto także wniosek o utrzymaniu swobodnego przepływu pracowników między UK i UE. Taki nowy deal labourzyści chcą jednak poddać pod drugie referendum, ale część Partii Pracy nadal chciałaby mieć wolną rękę by namawiać do pozostania w UE.

Brytyjczycy wydają się pewni, że do brexitu dojść w końcu jednak musi. Psefolodzy ostrzegają jednak, że wybory wcale nie muszą sprawy ułatwić. Przyszły parlament może być jeszcze bardziej rozdrobniony niż obecny. Dwie główne partie mogą stracić mandaty na rzecz mniejszych ugrupowań. Torysi zetrą się bezpośrednio z Nigelem Faragem – i nawet dotychczasowi zwolennicy próby dogadania się z szefem the Brexit Party, jak Steve Baker, twierdzą dziś, że porozumienia ultrabrexitowców nie będzie. Z kolei Partia Pracy może się obawiać sojuszu mniejszych partii, które zdecydowanie opowiedziały się za pozostaniem w UE. Pakt Remain – zgoda na niewystawianie kontrkandydata pomiędzy Liberalnymi Demokratami, Plaid Cymru i Zielonymi – zadziałał już latem tego roku w wyborach uzupełniających w Brecon i Radnorshire. Guru brytyjskiej psefologii profesor John Curtice pokusił się o prognozę, że po tych wyborach liczba posłów nieprzynależących do dwóch głównych partii będzie rekordowo wysoka, a to zwiększa szansę, że nikt znów nie będzie miał wystarczającej przewagi by rządzić samodzielnie i konieczne będą układy koalicyjne.

Układ sił i możliwości stworzenia sojuszy w nowym parlamencie mogą jeszcze wywrócić brexit do góry nogami. W skrajnych przypadkach sukces i porozumienie ultrabrexitowców może doprowadzić do odrzucenia wszelkich porozumień z UE, albo nadzwyczajnie dobry wynik remainersów dać im szansę na całkowite wycofanie z brexitu.

Unia Europejska będzie na te przetasowania czekać już pod nowym przywództwem. Jean-Claude’a Junckera zastąpi na stanowisku szefa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Z kolei żegnający się ze stanowiskiem szefa Rady Europejskiej Donald Tusk napisał na Twitterze, że to „może być” ostatnie przedłużenie, na które zgodzi się UE. Zastąpi go Charles Michel, któremu bliżej do prezydenta Francji Emmanuela Macrona, a ten z kolei do tej pory zawsze był najmniej chętny kolejnym przedłużeniom. Jeśli jednak spełnią się przepowiednie psefologów co do wyników wyborów 12 grudnia trzecie opóźnienie brexitu wcale nie musi być ostatnim.

 

O autorze:
Kasia Sobiepanek- dziennikarka polityczna, od 2014r. redaktorka portalu UKpoliticsPL

 

Kasia Sobiepanek

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe